- Każdej tancerce wcześniej czy później zdarza się wylądować na pupie - mówi, poklepując ją przyjacielsko po ramieniu. - A ty w dodatku zrobiłaś to całkiem sprawnie.

niż Shana?
z siebie wszystkiego. Robił, co w jego mocy, zważywszy na to, w jakim wówczas był w
Gdzie, do cholery, ekipa, która opowie nam o spalonym samochodzie w Marina del Rey?
chodzi o to, że mam trudności z chodzeniem; rzecz w tym, że wolę, by wszystko było zapięte
starą przyjaciółką Jennifer. Pracowały razem w galerii w Venice Beach. Fortuna nadal tam
żywcem. Zdjęła buty, waliła nimi w pręty klatki, głuchy odgłos niósł się echem po
Czyżby to ona nękała Bentza, udając Jennifer?
– Ciągle w Los Angeles, tak? Pracujesz nad starą sprawą, która nie ma nic wspólnego z
Psiak pobiegł za nim. – Chodź, zapraszam na piwo.
wiedziałeś?
I traci rozum.
Jonas uniósł ciemną brew.
– Jeszcze nic nie zrobiłem.
wiekowym płotem. Prawie nieczytelna tabliczka: „Nieupoważnionym wstęp wzbroniony”


Uciekała już od ponad trzech miesięcy i w tym czasie na krótko zatrzymywała

– Znasz ten tekst: mając takich przyjaciół jak ty, po co komu wrogowie?
zamknął dochodzenie?
Zadzwonił do córki i ugięły się pod nim kolana, gdy odebrała.

obejmując rękami kolana i studiując wzór na dywanie. Jak opowiadała o swojej rodzinie. Było w niej jeszcze tyle tajemnic. Nieodgadniona, fascynująca i pełna sprzeczności... I pociągająca jak diabli. Ale może nie jest tą, której szuka. Obrócił się i spojrzał na komputer Rebeki. Na dyskietkach nie było żadnych kopii plików oznaczonych imieniem Caitlyn. Mimo to Adam przejrzał wszystkie. Na twardym dysku też nic nie znalazł. Ale był sposób, żeby odzyskać skasowane pliki, słyszał o tym od znajomego komputerowca. Podobno można odzyskać dane nawet wtedy, gdy dysk się ze-psuje. Potrzebował pomocy. Gdyby istniała książka Hakerstwo dla opornych, chciałby ją mieć. Prawie nietknięta kawa przypomniała mu znów o Caitlyn, o tym, jak otulała kubek dłońmi, zupełnie jakby chciała się ogrzać. A w pokoju było gorąco, co najmniej trzydzieści stopni. Jeszcze raz odtworzył w pamięci przebieg dzisiejszego spotkania. Opowiedziała mu dużo o swojej rodzinie. Wszystko to bardzo ważne, oczywiście, dobry początek terapii, ale nie mógł się pozbyć wrażenia, że tak naprawdę pragnęła poroz-mawiać o Joshu, o jego śmierci. Widocznie jeszcze nie była na to gotowa. Jutro miała znowu przyjść. Splótł dłonie i oparł na nich brodę. Sam namawiał ją na to spotkanie. Musiał zwiększyć tempo. Poza tym nie miał odwagi się przyznać, nawet przed sobą, ale był też inny powód. Najzwyczajniej w świecie chciał znów się z nią spotkać, i to niekoniecznie jak terapeuta z pacjentem, ale raczej jak mężczyzna z kobietą. Zdawał sobie sprawę, że to zupełnie niestosowne. Niebezpieczne dla ich obojga. Gdyby zaangażował się uczuciowo w związek ze swoją pacjentką, mógłby stracić licencję. Gdyby ona zaangażowała się uczuciowo w związek z nim, mogłaby stracić wszystko. Zadzwonił telefon. Sugar przerwała ścieranie kurzu z telewizora, wcisnęła szmatkę do tylnej kieszeni i chwyciła słuchawkę. - Halo? Cisza. - Halo? Żadnej odpowiedzi. Pomyślała o niezmordowanych telemarketerach usiłujących sprzedać przez telefon najróżniejsze rzeczy, od usług telekomunikacyjnych po wibratory. - Słuchaj, rozłączam się! - warknęła, bo przyszła jej do głowy jeszcze jedna myśl. Może to jakiś zboczeniec, napalony facet, który widział ją w klubie. Miewała już takie telefony. - Idź do diabła! - krzyknęła. - To ty idź do diabła - usłyszała w słuchawce szept. Zmroziło ją. Rzuciła słuchawką. - Cholera! - Kto zdobył jej numer telefonu? Zapłaciła sporo pieniędzy, żeby go zastrzec, a i tak dzwonią do niej akwizytorzy. Albo jakieś czubki. - Cholera. - I jeszcze ten dziwny telefon nad ranem, na chwilę przedtem, nim wróciła poraniona Caesarina. Najpierw nikt się nie odzywał, potem wydawało jej się, że słyszy „Giń suko”. Przeszedł ją dreszcz. Czy jest między tymi telefonami jakiś związek? Drzwi frontowe otworzyły się i zatrzasnęły. Sugar podskoczyła.

Naprawdę była szczęśliwa. Spędziła uroczy wieczór z
skończone. Ona nawet nie chce cię widzieć. – Richard zrobił krok do
misia do piersi.

– Kurtyna w górę – powiedział do siebie, wysiadł z wozu i zagadnął: – Cześć, Tally.

i miała cienie pod oczami. Wystarczyłby byle wiaterek, żeby zwalić ją z
– Opowiedz mi o swoich dzieciach – poprosiła. – Wspomniałeś, że
-A dlaczego miałbyś pomyśleć? Założyliśmy, że wszyscy